Witajcie Kochani!
Dawno nie dodawałam żadnej recenzji, cóż brak czasu to w zasadzie nie jest żadne wytłumaczenie. Straciłam jakąś wewnętrzną chęć to czytania czegokolwiek. Tak to może się wydarzyć. Nazywam to „Wenowym przerywnikiem”. Jednakże z opresji wyrwała mnie pani Hanna Greń! Która nominowała mnie do Liebster Blog Award. Naprawdę bardzo Pani dziękuję, to zaszczyt.
Pokrótce wytłumaczę, na czym owy Liebster Blog Award polega. Zasada jest prosta. Gdy Twój blog otrzyma takową nominację, należy odpowiedzieć na 10 pytań, które zadała osoba nominująca. Następnie nominować 10 blogów (najlepiej swoich ulubionych, bądź też tych, które nie są popularne, a mogą się wybić) i zadać 10 pytań. Z tego, co mi wiadomo, nie muszą się bardzo różnić od tych, które zadała wam osoba nominująca. Tak, więc zaczynamy!
Pytania skierowane do mnie:
1. Dlaczego powstał Twój blog?
2. Czy uważasz, że spełnił Twoje oczekiwania?
3. Czy bardziej cenisz "elegancką prostotę", czy też wolisz blogi z dużą ilością grafik i muzyką?
4. Czy negatywne komentarze są dla Ciebie przyczynkiem do zastanowienia się nad publikowaną treścią?
5. Jak reagujesz na hejty? Irytacją, śmiechem, czy lekceważeniem?
6. Czy przeglądasz statystyki w bloggerze?
7. Czy konieczność zamknięcia bloga byłaby dla Ciebie wielkim wyrzeczeniem?
8. Czy nominacja do LBA ma dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?
9. Czy uważasz, że publikowanie postów nawet wtedy, gdy nie ma się nic o powiedzenia, jest słuszne?
10. Czy założenie, bloga wniosło do Twojego życia jakąś wartość?
1. Dlaczego powstał Twój blog?
Mój blog powstał, po prostu. Od zawsze chciałam założyć bloga z recenzjami. Chciałam się dzielić moimi odczuciami po przeczytaniu książki. Gdy tylko znalazłam wolną chwilę wysmarowałam moją pierwszą recenzję i założyłam bloga.
2. Czy uważasz, że spełnił Twoje oczekiwania?
Tak, uważam, że blog w pełni spełnił moje oczekiwania. Nie liczyłam na masę komentarzy, obserwatorów. Dlatego też się nie zawiodłam. Chciałam żeby wpisy były estetyczne, ciekawe a co chyba jest dla mnie najważniejsze pisane „od serca”.
3. Czy bardziej cenisz "elegancką prostotę", czy też wolisz blogi z dużą ilością grafik i muzyką?
Gdybym miała się nad tym zastanowić, to wolę "elegancką prostotę". Dlaczego? Czasami denerwuje mnie, ten paseczek z muzyką. Nie oceniam tutaj gustów muzycznych, ale gdy już czytam jakąś recenzję, bloga, fanfica, to lubię sobie włączyć „moją muzykę”. Co do wyglądu, lubię przejrzystość, na blogu. Łatwo znaleźć, wejść itd. Tak, zdecydowanie wolę ELEGANCKĄ PROSTOTĘ, poza ładnym wyglądem, mówi nam też nieco o twórcy bloga.
4. Czy negatywne komentarze są dla Ciebie przyczynkiem do zastanowienia się nad publikowaną treścią?
Jeśli negatywny komentarz jest uzasadniony, i chodzi tutaj o treść, jaką wstawiłam, to naturalnie. Czytam tekst jeszcze raz, poprawiam ewentualne błędy i zapisuję. Jeśli natomiast ten negatywny komentarz tyczy się mojej osoby, bo cóż…, Co niektórzy uwielbiają uprzykrzać mi życie i piszą w komentarzu coś na temat mojego wyglądu czy charakteru, zostawiam to. Oczywiście nie neguję tutaj osób, które chcą mi doradzić, pomóc itp., Ale tzw. HEJTAMI się nie przejmuję.
5. Jak reagujesz na hejty? Irytacją, śmiechem, czy lekceważeniem?
Co prawda, już odpowiedziałam na to pytanie, ale odpowiem jeszcze raz. Lekceważę to całkowicie. Mimo, że robi mi się przykro, to raczej się tym nie przejmuję.
6. Czy przeglądasz statystyki w bloggerze?
Zależy, które. Jeśli chodzi o statystyki, które widać od razu po wejściu w przegląd, to tak. Zdarza mi się przyjrzeć statystyce, choć nie przywiązuję do niej dużej wagi.
7. Czy konieczność zamknięcia bloga byłaby dla Ciebie wielkim wyrzeczeniem?
Jeśli przyjdzie czas, blog zostanie zawieszony-jednak nie usunę jego treści. Po prostu nie będę już nic dodawała.
8. Czy nominacja do LBA ma dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?
Tak! Oczywiście, że ma! I to ogromne! Dzięki temu wiem, że ktoś tutaj zagląda. Moja treść może dotrzeć do większej ilości osób. Jednak przede wszystkim, to zaszczyt dostać nominację.
9. Czy uważasz, że publikowanie postów nawet wtedy, gdy nie ma się nic o powiedzenia, jest słuszne?
Zależy, jaki byłby to post. Jednak uważam, że post powinien odzwierciedlać tematykę bloga. Jeśli wejdziemy w tytuł „KSIĄZKOHOLICZKA” a pierwszy post będzie poświęcony makijażowi? Nie… Uważam, że nie.
10. Czy założenie, bloga wniosło do Twojego życia jakąś wartość?
Tak. Zawsze byłam niesystematyczna, miałam słomiany zapał i po tygodniu każdy mój blog szlag jasny trafiał. Jednak nie teraz. Dzięki temu blogowi, robię to, co lubię, jestem systematyczna, przede wszystkim nie stawiam sobie dużych wymagań i celów. Nie przeskoczysz przez skrzynię, jeśli nie weźmiesz rozbiegu, prawda?
To już wszystkie odpowiedzi na pytania. Cóż, przy niektórych n a prawdę było ciężko.
Teraz czas na moje nominacje:
1. Czytanie Moja Miłość.
2. My Books My Life.
3. Read with Nefmi.
4. ksiązkolandia.
5. Ksiązkoholiczka czyta.
6. zwariowana książkoholiczka.
7. Na Tropie.
8. Ksiązkoholiczka na odlocie.
9. ksiązkoholiczka
10. Ksiązkoholiczka w Sieci.
Pytania dla zdających:
1. Czego oczekujesz od dobrej książki?
2. Książka, którą ekscytowałaś/łeś się w dzieciństwie, młodości?
3. Czy jakaś książka na nowo „otworzyła ci oczy” lub zmieniła twój światopogląd?
4. Jak uważasz: czytanie kształci czy ogłupia?
5. Z którym autorem umówiłabyś/łbyś się na kawę?
6. Jaka jest twoja ulubiona pora czytania?
7. Którego pisarza cenisz najbardziej?
8. Słuchasz muzyki podczas czytania? Jeśli tak, jaką wybierasz?
9. Najdziwniejsza przeczytana przez ciebie?
10. Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
26 czerwca 2015
16 maja 2015
Trudi Canavan "Wielki Mistrz"-Czyli noc z potokiem łez!
Witajcie!
Przychodzę dzisiaj do was pełna emocji po ostatniej części trylogii „Czarnego Maga”. Więc UWAGA! Nadszedł czas na recenzję księgi trzeciej czyli „Wielki Mistrz” Autorstwa niezastąpionej Trudi Canavan!
Więc tradycyjnie zaczniemy od okładki.
Jak pewnie dało się już zauważyć… Okładka prawie niczym się nie różni od pozostałych dwóch. Jednak na tej okładce znajduje się postać mężczyzny, a przynajmniej tak myślę-jeśli mój kochany wzrok się nie myli. To tyle odnośnie okładki, dużo prawda?
Przejdźmy zatem do tego co najlepsze, najciekawsze i przepełnione ogromną ilością emocji-treści.
Po pewnym incydencie mentorem głównej bohaterki-Sonei zostaje sam Wielki Mistrz. Jednak za tą jedną osobą kryje się mnóstwo tajemnic. Główna bohaterka nienawidzi go za to co jej zrobił. Pozbawił jej osoby której ufała, a przede wszystkim ograniczył jej życie „towarzyskie” do minimum. Zapewne pomyślicie że to nic, ale jeśli jednak recenzja nakłoni was do przeczytania, będziecie nienawidzić Akkarina tak samo jak główna bohaterka. Dobrze wiem co mówię. Sonea stara się unikać Wielkiego Mistrza, tak naprawdę do jego rezydencji przychodzi tylko na noc, żeby się wyspać czy też ewentualnie pouczyć. Resztę wolnego czasu spędza w bibliotece. I tam właśnie wszystko się zaczęło. Sonea znalazła mapę. W każdym razie nie był to przypadek. Odkryła więc mapę ukrytych korytarzy w gmachu uniwersytetu, które prowadzą dosłownie wszędzie! No i tutaj pojawiają się kłopoty… Sonea przez przypadek znalazła się w pokoju Akkarina (Wielki Mistrz), gdzie wszystko zaczyna się komplikować. Dziewczyna z czasem poznaje Akkarina, który zaczyna się przed nią otwierać. Nowicjuszka po emocjonującej opowieści Maga- pełnej bólu, żalu i goryczy nauczy się… A tego wam nie zdradzę! Musicie przeczytać.
Tak jak poprzednie części, tę również czytało się przyjemnie, płynnie a co najważniejsze nie odczuwało się aż 700 stron do przeczytania. Książka cały czas trzyma w napięciu. Nie możesz zasnąć, ponieważ zastanawiasz się co będzie dalej! Wielkie brawa należą się autorce, nigdy aż tak nie ekscytowałam się książką! Pani bibliotekarka się ze mnie śmiała, pół godziny paplałam jej o tej trylogii. Co mogę tutaj więcej napisać? Kocham! Jednak, odrobinę się zawiodłam, wylałam potoki łez gdy zmarł mój już potem jeden z ulubionych bohaterów. Więc jeśli jesteś bardzo emocjonalną osobą, na pewno będziesz płakać, może nawet wyć do księżyca tak jak ja. Ostatni rozdział i epilog były wyciskaczami łez… Jednak nie odejmę za to punktów… Już się z tym pogodziłam. Na szczęście.
Tak więc daję 11/10! (to 11 wcale nie jest przypadkowe!)
Czego nauczyła się Sonea?
Czy łączy ją coś Z Akkarinem?
Wielka Inwazja złowrogich magów?
Na to wszystko znajdziecie odpowiedź w trylogii „Czarnego Maga” autorstwa Trudi Canavan!
Pozdrawiam!
Przychodzę dzisiaj do was pełna emocji po ostatniej części trylogii „Czarnego Maga”. Więc UWAGA! Nadszedł czas na recenzję księgi trzeciej czyli „Wielki Mistrz” Autorstwa niezastąpionej Trudi Canavan!
Więc tradycyjnie zaczniemy od okładki.
Jak pewnie dało się już zauważyć… Okładka prawie niczym się nie różni od pozostałych dwóch. Jednak na tej okładce znajduje się postać mężczyzny, a przynajmniej tak myślę-jeśli mój kochany wzrok się nie myli. To tyle odnośnie okładki, dużo prawda?
Przejdźmy zatem do tego co najlepsze, najciekawsze i przepełnione ogromną ilością emocji-treści.
Po pewnym incydencie mentorem głównej bohaterki-Sonei zostaje sam Wielki Mistrz. Jednak za tą jedną osobą kryje się mnóstwo tajemnic. Główna bohaterka nienawidzi go za to co jej zrobił. Pozbawił jej osoby której ufała, a przede wszystkim ograniczył jej życie „towarzyskie” do minimum. Zapewne pomyślicie że to nic, ale jeśli jednak recenzja nakłoni was do przeczytania, będziecie nienawidzić Akkarina tak samo jak główna bohaterka. Dobrze wiem co mówię. Sonea stara się unikać Wielkiego Mistrza, tak naprawdę do jego rezydencji przychodzi tylko na noc, żeby się wyspać czy też ewentualnie pouczyć. Resztę wolnego czasu spędza w bibliotece. I tam właśnie wszystko się zaczęło. Sonea znalazła mapę. W każdym razie nie był to przypadek. Odkryła więc mapę ukrytych korytarzy w gmachu uniwersytetu, które prowadzą dosłownie wszędzie! No i tutaj pojawiają się kłopoty… Sonea przez przypadek znalazła się w pokoju Akkarina (Wielki Mistrz), gdzie wszystko zaczyna się komplikować. Dziewczyna z czasem poznaje Akkarina, który zaczyna się przed nią otwierać. Nowicjuszka po emocjonującej opowieści Maga- pełnej bólu, żalu i goryczy nauczy się… A tego wam nie zdradzę! Musicie przeczytać.
Tak jak poprzednie części, tę również czytało się przyjemnie, płynnie a co najważniejsze nie odczuwało się aż 700 stron do przeczytania. Książka cały czas trzyma w napięciu. Nie możesz zasnąć, ponieważ zastanawiasz się co będzie dalej! Wielkie brawa należą się autorce, nigdy aż tak nie ekscytowałam się książką! Pani bibliotekarka się ze mnie śmiała, pół godziny paplałam jej o tej trylogii. Co mogę tutaj więcej napisać? Kocham! Jednak, odrobinę się zawiodłam, wylałam potoki łez gdy zmarł mój już potem jeden z ulubionych bohaterów. Więc jeśli jesteś bardzo emocjonalną osobą, na pewno będziesz płakać, może nawet wyć do księżyca tak jak ja. Ostatni rozdział i epilog były wyciskaczami łez… Jednak nie odejmę za to punktów… Już się z tym pogodziłam. Na szczęście.
Tak więc daję 11/10! (to 11 wcale nie jest przypadkowe!)
Czego nauczyła się Sonea?
Czy łączy ją coś Z Akkarinem?
Wielka Inwazja złowrogich magów?
Na to wszystko znajdziecie odpowiedź w trylogii „Czarnego Maga” autorstwa Trudi Canavan!
Pozdrawiam!
27 kwietnia 2015
Trudi Canavan-"Nowicjuszka"~czyli chwile pełne emocji!
Cześć!
Przychodzę do was z recenzją kolejnej części trylogii Trudi Canavan, czyli… .Przyszedł czas na „Nowicjuszkę”! Tak, ta trylogia na pewno długo zostanie w mojej pamięci.
Nie będę wypowiadała się na temat okładki, ponieważ jest taka sama, a różnica polega na tym, że postać stoi w innej pozycji.
Skupmy się nad treścią.
W kolejnej części, nasza kochana Sonea uczęszcza na uniwersytet. Uczy się tam używania swojej mocy, a przede wszystkim kontrolowania jej. W nauce uparcie przeszkadza jej rówieśnik- Regin. Napada na nią razem z grupką innych nowicjuszy. Jak myślicie, kto wygrał? Tak, Sonea. Okazało się, że jej moc rozwija się w zawrotnym tempie. Nie zużywa jej dużo, ani się nie męczy. Każdy pewnie pomyślał CZAD! Nie. Niestety, starsi magowie tzw. mistrzowie muszą zablokować jej moc, ponieważ cóż - Przeczytacie to się dowiecie. W każdym razie, jeśli ktoś przeczytał już pierwszą część to na pewno wie, co w nocy zobaczyła Sonea, gdy razem z Cerynim wkradli się na teren Gildii. Z tym wiąże się dość nieprzyjemny wątek, ale nie będę wam go zdradzać. Jeśli jakaś dziewczyna lubi akcję z nutką romansu to ta trylogia jej zdecydowania, dla niej!
Więc, książkę czytało się przyjemnie. Jednak strasznie męczyło mnie pierwsze 100-150 stron. Nic się nie działo, przynajmniej dla mnie. Myślałam nawet, że porzucę tę część, trylogię. Ale że jestem uparta i pewnego wieczora powiedziałam „O nie, nie! Nie oddasz jej, wręcz przeciwnie-przeczytasz od deski do deski.” I tak się stało, z czego jestem niesamowicie dumna! Akcja tak bardzo się rozwinęła, że nie potrafiłam odłożyć książki na miejsce! Na moje nieszczęście w święta biblioteka była zamknięta, i nie mogłam wypożyczyć trzeciej części. Ale już ją mam i natychmiast zabieram się za czytanie!
Książkę oceniam na 9/10
Ten jeden punkt ujmuję za brak akcji na początku, ale książka jest świetna!
Pozdrawiam!
Przychodzę do was z recenzją kolejnej części trylogii Trudi Canavan, czyli… .Przyszedł czas na „Nowicjuszkę”! Tak, ta trylogia na pewno długo zostanie w mojej pamięci.
Nie będę wypowiadała się na temat okładki, ponieważ jest taka sama, a różnica polega na tym, że postać stoi w innej pozycji.
Skupmy się nad treścią.
W kolejnej części, nasza kochana Sonea uczęszcza na uniwersytet. Uczy się tam używania swojej mocy, a przede wszystkim kontrolowania jej. W nauce uparcie przeszkadza jej rówieśnik- Regin. Napada na nią razem z grupką innych nowicjuszy. Jak myślicie, kto wygrał? Tak, Sonea. Okazało się, że jej moc rozwija się w zawrotnym tempie. Nie zużywa jej dużo, ani się nie męczy. Każdy pewnie pomyślał CZAD! Nie. Niestety, starsi magowie tzw. mistrzowie muszą zablokować jej moc, ponieważ cóż - Przeczytacie to się dowiecie. W każdym razie, jeśli ktoś przeczytał już pierwszą część to na pewno wie, co w nocy zobaczyła Sonea, gdy razem z Cerynim wkradli się na teren Gildii. Z tym wiąże się dość nieprzyjemny wątek, ale nie będę wam go zdradzać. Jeśli jakaś dziewczyna lubi akcję z nutką romansu to ta trylogia jej zdecydowania, dla niej!
Więc, książkę czytało się przyjemnie. Jednak strasznie męczyło mnie pierwsze 100-150 stron. Nic się nie działo, przynajmniej dla mnie. Myślałam nawet, że porzucę tę część, trylogię. Ale że jestem uparta i pewnego wieczora powiedziałam „O nie, nie! Nie oddasz jej, wręcz przeciwnie-przeczytasz od deski do deski.” I tak się stało, z czego jestem niesamowicie dumna! Akcja tak bardzo się rozwinęła, że nie potrafiłam odłożyć książki na miejsce! Na moje nieszczęście w święta biblioteka była zamknięta, i nie mogłam wypożyczyć trzeciej części. Ale już ją mam i natychmiast zabieram się za czytanie!
Książkę oceniam na 9/10
Ten jeden punkt ujmuję za brak akcji na początku, ale książka jest świetna!
Pozdrawiam!
1 kwietnia 2015
Trudi Canavan- „Gildia Magów”-CZYLI DZIEŃ W MOJEJ NORZE :)
Cześć!
W końcu przyszedł czas na recenzję, zdecydowanie najlepszej książki, jaką przeczytałam w 2015 roku (albo, jak kto woli trylogii) książka nosi tytuł „Gildia Magów” i jest autorstwa Trudi Canavan.
Zacznijmy od okładki, która prezentuje się tak:
Jak widać przeważa kolor biały, co osobiście dla mnie jest małym utrudnieniem. Ponieważ taka książka szybko się brudzi a ja mam po prostu bzika na punkcie białych książek. W głównym, centralnym miejscu okładki widać postać w kapturze. Jest to kobieta, przynajmniej, gdy ktoś bliżej się przyjrzy. No i oczywiście na samej górze-tytuł oraz autor. Okładka mimo białego koloru, bardzo mi się podoba. Lubię taki minimalizm. Nigdy nie przyciągały mnie książki z wymyślnymi okładkami, wolę prostotę. Mimo iż widziałam inne wersje okładki, które również mi się podobały, to myślę, że jeżeli miałabym kupić tą książkę dla siebie bądź w prezencie, to wybrałabym tą wersję.
Co do treści to:
Książka opowiada o dziewczynie z tzw. slumsów, jednak Sonea wcale nie jest zwyczajną nastolatką. Akcja zaczyna się w dniu czystki, kiedy Sonea napotyka grupkę swoich dawnych przyjaciół ze slumsów, typowych rozrabiaków. Ludność ze slumsów zbija się w grupkę, po czym banda przyjaciół głównej bohaterki zaczyna ciskać kamieniami i różnymi innymi proszkami, które zapakowane zostały w paczuszki, w barierę ochronną, którą podtrzymywała magia - a, co za tym idzie byli tam magowie. Każdy kamień odbijał się o barierę, jednak ogromne było zdziwienie Sonei, gdy rzuciła własnym kamieniem. Tak, zgadliście przebił się przez barierę. Przestraszona Sonea zaczyna uciekać, w dalszej ucieczce pomaga jej przyjaciel-Ceryni.
Ta książka zdecydowanie jest fenomenem! Nie potrafię sobie przypomnieć książki, którą przeczytałam równie szybko jak tą. Byłam pod wrażeniem mojej szybkości czytania. Jedno wielkie WOW! Mimo że na początku myślałam, że przecież nie dam rady, bo to aż całe 500 stron, tak, tak ja? Ja nie dam rady? Książkę wręcz pochłonęłam w niecałe pół dnia razem z przerwami. Nadal nie mogę się po niej otrząsnąć, całe szczęście, że w domu miałam drugą część, bo cóż lekko mówiąc rozniosłoby mnie. Tak… No, więc książkę czyta się lekko i płynnie. Bardzo podobało mi się to, że książka była pisana z kilku perspektyw, wiedziałam wtedy, co czuje inna postać w danym momencie. Fabuła cały czas trzyma w napięciu, nie są to przede wszystkim flaki z olejem, za co należą się ogromne brawa Trudi. Książkę bez wyrzutów sumienia oceniam na 10/10 i niech każda będzie tak świetna jak ta, a już nigdy nie wyjdę z biblioteki!
W końcu przyszedł czas na recenzję, zdecydowanie najlepszej książki, jaką przeczytałam w 2015 roku (albo, jak kto woli trylogii) książka nosi tytuł „Gildia Magów” i jest autorstwa Trudi Canavan.
Zacznijmy od okładki, która prezentuje się tak:
Jak widać przeważa kolor biały, co osobiście dla mnie jest małym utrudnieniem. Ponieważ taka książka szybko się brudzi a ja mam po prostu bzika na punkcie białych książek. W głównym, centralnym miejscu okładki widać postać w kapturze. Jest to kobieta, przynajmniej, gdy ktoś bliżej się przyjrzy. No i oczywiście na samej górze-tytuł oraz autor. Okładka mimo białego koloru, bardzo mi się podoba. Lubię taki minimalizm. Nigdy nie przyciągały mnie książki z wymyślnymi okładkami, wolę prostotę. Mimo iż widziałam inne wersje okładki, które również mi się podobały, to myślę, że jeżeli miałabym kupić tą książkę dla siebie bądź w prezencie, to wybrałabym tą wersję.
Co do treści to:
Książka opowiada o dziewczynie z tzw. slumsów, jednak Sonea wcale nie jest zwyczajną nastolatką. Akcja zaczyna się w dniu czystki, kiedy Sonea napotyka grupkę swoich dawnych przyjaciół ze slumsów, typowych rozrabiaków. Ludność ze slumsów zbija się w grupkę, po czym banda przyjaciół głównej bohaterki zaczyna ciskać kamieniami i różnymi innymi proszkami, które zapakowane zostały w paczuszki, w barierę ochronną, którą podtrzymywała magia - a, co za tym idzie byli tam magowie. Każdy kamień odbijał się o barierę, jednak ogromne było zdziwienie Sonei, gdy rzuciła własnym kamieniem. Tak, zgadliście przebił się przez barierę. Przestraszona Sonea zaczyna uciekać, w dalszej ucieczce pomaga jej przyjaciel-Ceryni.
Ta książka zdecydowanie jest fenomenem! Nie potrafię sobie przypomnieć książki, którą przeczytałam równie szybko jak tą. Byłam pod wrażeniem mojej szybkości czytania. Jedno wielkie WOW! Mimo że na początku myślałam, że przecież nie dam rady, bo to aż całe 500 stron, tak, tak ja? Ja nie dam rady? Książkę wręcz pochłonęłam w niecałe pół dnia razem z przerwami. Nadal nie mogę się po niej otrząsnąć, całe szczęście, że w domu miałam drugą część, bo cóż lekko mówiąc rozniosłoby mnie. Tak… No, więc książkę czyta się lekko i płynnie. Bardzo podobało mi się to, że książka była pisana z kilku perspektyw, wiedziałam wtedy, co czuje inna postać w danym momencie. Fabuła cały czas trzyma w napięciu, nie są to przede wszystkim flaki z olejem, za co należą się ogromne brawa Trudi. Książkę bez wyrzutów sumienia oceniam na 10/10 i niech każda będzie tak świetna jak ta, a już nigdy nie wyjdę z biblioteki!
22 marca 2015
"Dotyk Julii"-Tahereh Mafi
Hej!
Po długiej przerwie przychodzę do was z recenzją, już dość znanej książki „Dotyk Julii” autorstwa Tahereh Mafi. Znając moją słabą stronę-lenistwo, pewnie już każdy czytał tą książkę… A może właśnie nie każdy? Może TY nie czytałeś akurat tej książki, co? W takim Razie zapraszam cię, do przeczytania mam nadzieję, pomocnej recenzji!
No, więc, na początek zacznę od autorki.
Jest 26-27 letnią, amerykańską pisarką. Urodziła się w 1988 roku w Connecticut. Jej debiutem literackim, jest właśnie „Dotyk Julii” wydany w bodajże 2011 roku. Jest żoną pisarza Ransoma Riggsa.
Dobrze, uporaliśmy się za autorką no to teraz czas na to, co najlepsze, czyli książka!
Na początku zacznę od okładki, ponieważ moja koleżanka ma inną okładkę, znowuż w bibliotece również jest inna. Ja dziś zajmę się tą bardziej „popularną”, czyli tą:
Jest przepiękna! Gdy ją zobaczyłam to było jak takie, WOW! No, bo przecież to bardzo oryginalna okładka prawda? Ponadto jest w moich ukochanych kolorach, a jeszcze przeważa tam błękit! No to już w ogóle cud, miód i malinka! Jak tak teraz patrzę na tą okładkę, to ona ma zawartych mnóstwo symboli z książki, ale nie! Nie zdradzę ci, o co w nich chodzi. Jeśli więc chodzi o okładkę to już zakończyłam swoją wypowiedź.
Przejdźmy do treści!
Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Julia. Jest wyrzutkiem społecznym. Julia była inna z wielu powodów, lecz kluczowym był jeden-DOTYK. Nikt nie może jej dotknąć, nikt tego nie chce. Po pewnym incydencie Julia zostaje zamknięta w tzw. izolatce, w psychiatryku a przynajmniej tak myśli. Ma ze sobą swój notesik czy też pewnego rodzaju pamiętnik, w którym znajdują się różne sentencje, wyznania, czy też po prostu różnego rodzaju zapiski. Pewnego dnia do jej celi, wchodzi chłopak. I jak się okazuje oboje się znają, jednak Julia zachowuje do niego dystans.
A co stanie się potem?
Przeczytaj a się dowiesz!
Mną książka ogromnie wstrząsnęła. Fakt zabierałam się za nią chyba z milion razy, z różnych powodów. Jednak pewnego dnia powiedziałam DOSYĆ! Przeczytam chociażbym miała wmuszać w siebie treść. Treści nie wmuszałam. Jednak mam mieszane uczucia, co do tej książki. Może to po prostu nie mój typ? Ale znowuż wcale jej nie skreślam! Czytało się miło, przez opisy przebrnęłam bez trudu. Sama opowieść i pomysł jak najbardziej na ogromny plus. Więc myślę, że jest to książka na pewno godna polecenia, czy też idealna na prezent urodzinowy, gwiazdkowy itd. Książkę oceniam na DUM …DUM… DUM… 8/10 punktów!
P.S Bardzo podobały mi się przekreślone sentencje!
Pozdrawiam!
Bajo :*
4 lutego 2015
Leonardo Patrignani „Wszechświaty”
Cześć!
Choroba chyba mi służy! Nadrabiam wszystkie książkowe zaległości, bo cóż jak na razie czytałam tylko podręczniki i raz na jakiś czas dobrą książkę, która pozwoliła mi się oderwać od świata rzeczywistego. Godzinę temu skończyłam czytać książkę Leonardo Patrignani „Wszechświaty”. Zakochałam się bezwarunkowo! Jak nie przeczytam kolejnej części tej trylogii to nie wiem, co zrobię? Myślałam, że „lekko” czyta się tylko TRYLOGIĘ CZASU, ale się myliłam! Co prawda wydanie, które ja posiadam, odrobinę różni się chyba od tego pierwotnego? Postanowiłam, więc zrobić porównanie.
Więc tak prezentuje się moja książka:
Pierwsze, co mnie oczywiście, całkowicie pochłonęło i zauroczyło to okładka. Bo… Czy ona nie jest przepiękna? No jest! Ha! Co najlepsze książka na okładce nie posiada tytułu? Dlatego gdy wzięłam ją do ręki i popatrzyłam stwierdziłam, że to może być ciekawe. Cały tytuł znajduje się na grzbiecie książki, co dodaje jej tajemniczości. Ponadto w standardowych książkach na tyle znajduje się mały życiorys autora, mała część fabuły książki, lub jakiś cytat, ale nie w tej książce. Ona jest inna, z innego świata.
A teraz dla ciekawskich, na okładce, gdy dobrze się przyjrzysz zobaczysz dwie postacie, spacerujące po klifie? Bo brzeg morza to, to na pewno nie jest.
Nie owijając w bawełnę przechodzimy do tego, co my, mole książkowe lubimy najbardziej! Do treści!
Książka opowiada o dwójce nastolatków: dziewczynie- Jenny i chłopaku Aleksandrze (Alex). Oboje posiadają moc rozmowy poprzez telepacie, przynajmniej tak uważają. Ich rozmowy zawsze były niezrozumiałe, wokół słychać było inne odgłosy, oboje cierpią fizycznie, gdy ze sobą rozmawiają. Jednak od pewnego czasu ich rozmowa wydaje się być całkiem normalna. Słyszą się wyraźnie i nie mdleją. Alex koniecznie chce zobaczyć się z Jenny, ale jest problem-musi przemierzyć pół świata żeby się do niej dostać. Jednak dla niego i jego przyjaciela Marco-totalnego maniaka i króla elektroniki nie jest problemem dostanie się do Jenny. Tak, więc Alex wyrusza. Miejsce, data i czas spotkania są uzgodnione. Leci samolotem, z przesiadkami, przybywa na molo, nie ma jej. Siedzi pod lampą, nagle nawiązuje się między nimi kontakt, rozmawiają (CYTUJĘ):
-Jestem tu, na molo.
-To niemożliwe, Alex. Jestem na molo od ponad godziny nie ma żadnej żywej dusz na tej przystani. Jesteś pewien, że jesteś w Altonie naprzeciw Pier Street?
-Tak, Jenny. Jestem jakieś dziesięć metrów od drogi, na pierwszym odcinku mola. Naprzeciwko mnie znajduje się latarnia, a parę kroków dalej schodki, które prowadzą na plażę.
Jenny?
Słyszysz mnie jeszcze?
-Alex, jestem naprzeciw tej samej latarni, koło schodków. Dokładnie tam gdzie ty.
Tak, więc okazuje się, że są w innych światach.
Cała fabuła jest naprawdę świetna! Pomysł niesamowity! Cieszę się niezmiernie, że moja koleżanka pożyczyła mi tę książkę. Nadal nie mogę się po niej otrząsnąć. Gdybym mogła to wyściskałabym autora! Oczywiście w książce pojawia się wątek miłosny pomiędzy Jenny a Alex’em jednak nie psuje on smaku książki i nie jest aż tak wyraźny. Całość czyta się dosłownie tak jak chciał autor! (W wywiadzie, podlinkuję wam) Ja nie wiem czy mogę napisać coś więcej, nie mam słów. Książka jest po prostu świetna!
Do usłyszenia!
Choroba chyba mi służy! Nadrabiam wszystkie książkowe zaległości, bo cóż jak na razie czytałam tylko podręczniki i raz na jakiś czas dobrą książkę, która pozwoliła mi się oderwać od świata rzeczywistego. Godzinę temu skończyłam czytać książkę Leonardo Patrignani „Wszechświaty”. Zakochałam się bezwarunkowo! Jak nie przeczytam kolejnej części tej trylogii to nie wiem, co zrobię? Myślałam, że „lekko” czyta się tylko TRYLOGIĘ CZASU, ale się myliłam! Co prawda wydanie, które ja posiadam, odrobinę różni się chyba od tego pierwotnego? Postanowiłam, więc zrobić porównanie.
Więc tak prezentuje się moja książka:
Pierwsze, co mnie oczywiście, całkowicie pochłonęło i zauroczyło to okładka. Bo… Czy ona nie jest przepiękna? No jest! Ha! Co najlepsze książka na okładce nie posiada tytułu? Dlatego gdy wzięłam ją do ręki i popatrzyłam stwierdziłam, że to może być ciekawe. Cały tytuł znajduje się na grzbiecie książki, co dodaje jej tajemniczości. Ponadto w standardowych książkach na tyle znajduje się mały życiorys autora, mała część fabuły książki, lub jakiś cytat, ale nie w tej książce. Ona jest inna, z innego świata.
A teraz dla ciekawskich, na okładce, gdy dobrze się przyjrzysz zobaczysz dwie postacie, spacerujące po klifie? Bo brzeg morza to, to na pewno nie jest.
Nie owijając w bawełnę przechodzimy do tego, co my, mole książkowe lubimy najbardziej! Do treści!
Książka opowiada o dwójce nastolatków: dziewczynie- Jenny i chłopaku Aleksandrze (Alex). Oboje posiadają moc rozmowy poprzez telepacie, przynajmniej tak uważają. Ich rozmowy zawsze były niezrozumiałe, wokół słychać było inne odgłosy, oboje cierpią fizycznie, gdy ze sobą rozmawiają. Jednak od pewnego czasu ich rozmowa wydaje się być całkiem normalna. Słyszą się wyraźnie i nie mdleją. Alex koniecznie chce zobaczyć się z Jenny, ale jest problem-musi przemierzyć pół świata żeby się do niej dostać. Jednak dla niego i jego przyjaciela Marco-totalnego maniaka i króla elektroniki nie jest problemem dostanie się do Jenny. Tak, więc Alex wyrusza. Miejsce, data i czas spotkania są uzgodnione. Leci samolotem, z przesiadkami, przybywa na molo, nie ma jej. Siedzi pod lampą, nagle nawiązuje się między nimi kontakt, rozmawiają (CYTUJĘ):
-Jestem tu, na molo.
-To niemożliwe, Alex. Jestem na molo od ponad godziny nie ma żadnej żywej dusz na tej przystani. Jesteś pewien, że jesteś w Altonie naprzeciw Pier Street?
-Tak, Jenny. Jestem jakieś dziesięć metrów od drogi, na pierwszym odcinku mola. Naprzeciwko mnie znajduje się latarnia, a parę kroków dalej schodki, które prowadzą na plażę.
Jenny?
Słyszysz mnie jeszcze?
-Alex, jestem naprzeciw tej samej latarni, koło schodków. Dokładnie tam gdzie ty.
Tak, więc okazuje się, że są w innych światach.
Cała fabuła jest naprawdę świetna! Pomysł niesamowity! Cieszę się niezmiernie, że moja koleżanka pożyczyła mi tę książkę. Nadal nie mogę się po niej otrząsnąć. Gdybym mogła to wyściskałabym autora! Oczywiście w książce pojawia się wątek miłosny pomiędzy Jenny a Alex’em jednak nie psuje on smaku książki i nie jest aż tak wyraźny. Całość czyta się dosłownie tak jak chciał autor! (W wywiadzie, podlinkuję wam) Ja nie wiem czy mogę napisać coś więcej, nie mam słów. Książka jest po prostu świetna!
Do usłyszenia!
1 lutego 2015
Leigh Fallon- „Córka Żywiołu”.
Cześć!
Dziś przychodzę do was z recenzją książki Leigh Fallon-
„Córka Żywiołu”. Książkę miałam okazję zakupić w Biedronce, za bodajże 9.99Zł,
więc zbyt wiele nie straciłam. Książka prezentuje się o tak:
Ma 316 stron (razem z podziękowaniami), oraz przepiękną
okładkę! Uwielbiam kolor niebieski, więc nie było mowy o zostawieniu jej na
półce w Biedronce! J
Na tylnej okładce mamy mały posmak fabuły książki, pozwolę sobie zacytować:
„MIŁOŚĆ BYŁA IM PISANA
Magan Rosenberg przeprowadziła się do Irlandii i nagle
wszystko zaczyna nabierać sensu. Choć dorastała w Ameryce, w nowym miejscu
czuje się jak w domu. W szkole poznaje wspaniałych przyjaciół i zakochuje się w
tajemniczym, przystojnym Adamie DeRisie. Wkrótce odkrywa jednak, że jej uczucia
względem Adama związane są z losem przypieczętowanym całe wieki temu-moc, która
ich przyciąga do siebie może doprowadzić do ostatecznej zagłady.”
Czytając ten opis, cóż stwierdziłam, że warto spróbować,
może książka rzeczywiście nie jest taka zła, i przesiąknięta obleśną miłością.
Cóż, hmm pomyliłam się. Sam prolog i
pomysł na opowieść był naprawdę bardzo, ale to bardzo dobry. Ale co ja poradzę,
że po prostu nie lubię książek, w których co zdanie jest jakieś wyznanie
miłości, albo, „ Ohhh, jaki on wspaniały Ohhh Ohhh” – ja wiem, że teraz
przesadzam i jestem wredna, ale co zrobisz- nic nie zrobisz to jestem ja!
Na samym początku poznajemy główną bohaterkę Megan, która
przygotowywuje się na pierwszy dzień w nowej, kolejnej szkole. Megan według
mnie jest typową nastolatką, rozmawia o facetach, śmieje się, gdy ktoś powie
kiepski żart. W nowej szkole jest strasznie zagubiona, jednak poznaje Caitlin,
która oczywiście jej pomaga. W krótkim
odstępie czasu poznaje Adama i się w nim zakochuje (Niczym Zmierzch! OMG) Cała
ta znajomość rozkwita jednak potem okazuje się, że biedni nie mogą być razem, z
powodu jakieś klątwy czy przeznaczenia czy jak tam sobie chcecie.
Powiem wam troszkę o Adamie, więc również jest on
nastolatkiem i ma dwójkę rodzeństwa (siostrę i brata) Cała trójka włada
żywiołami, dzięki czemu jest pokój na całym świecie.
I teraz zjadę tę książkę. Fabuła niczym ze Zmierzchu!
Nieszczęśliwa miłość Romea i Julii, jednak zakończona happyendem. Ja rozumiem,
że w książce, opowiadaniu chodzi o bezpieczeństwo naszej kochanej Megan, ale
znowu przewożenie jeepem, oczywiście z obstawą (ZNOWU ZMIERZCH). Nie wiem, co
chcę tutaj jeszcze napisać, nie wiem, co napisałam. Głównie to, co myślałam.
Już się zamykam.
Do Usłyszenia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






.png)
