INSTAGRAM

nagłówek

4 grudnia 2015

Ewa Nowak-"Niewzruszenie" czyli domowe sprawy.






       




       Tytuł: Niewzruszenie
       Autor: Ewa Nowak
       Liczba stron: 247
       Wydawnictwo: Egmont
       Czas czytania: 1 dzień








Rodzeństwo Marianna i Lew Henselowie mają niebanalne poczucie humoru, a na dodatek przygarniają pod swój dach bardzo oryginalne zwierzę. Siostra i brat borykają się także z problemami sercowymi, ale i one są nietypowe. 



Człowiek czasami potrzebuje czegoś lżejszego, czegoś co pozwoli mu się zresetować i oczyścić umysł. Zarazem w tej zwyczajności i banalności poszukujemy czegoś nowego, niespotykanego, nietuzinkowego.  Idealną książką w moim wypadku okazała się być 247 stronnicowa powieść Ewy Nowak. Kobiety którą cenię za jej poczucie humoru, podejście do czytelnika i całokształt.

 Książka która opowiada o życiu rodziny, nietypowej zwariowanej. Szalonych rodzicach i rozważnych pociechach. Seria Miętowa ma to do siebie, że w swojej banalności zachwyca i porusza, mimo tak błahych problemów z którymi borykają się bohaterowie.  „Niewzruszenie” jest bodajże jedenastym tomem, moim zdaniem najsłabszym z dotychczas przeze mnie przeczytanych.  Opowiada o rozważnym rodzeństwie, które wpada w dołek psychiczny przez miłość. Oboje znajdują się pod presją otoczenia.  Mimo tego że wiele się dzieje, fabuła jest rozbudowana, czytelnik cały czas myśli o rodzeństwie które aż nazbyt dobrze się ze sobą dogaduje.. Ich doznania miłosne są tak różne, że aż mnie to ucieszyło.

Jednak kobieta zawsze znajdzie jakieś „ALE”. Marianna poznaje chłopaka, jednak mimo starań Tomka, dziewczyna pozostaje niewzruszona. Biedak staje na uszach żeby ją zadowolić. Irytowała mnie ta sytuacja. Myślę że bardziej polubiłam Tomka, niż jedną z głównych postaci!   Strasznie mnie to irytuje. Natomiast Lew? Lew to Lew. Polubiłam jego imię, jest dziwne, zwierzęce, ale też bardzo oryginalne. I szczerze mówiąc, bardziej spodobała mi się jego historia miłosna. Mimo że była już tak bardzo oklepana. Znajomość, ze znajomości rodzi się przyjaźń, potem w życiu dziewczyny pojawia się chłopak, jest źle. Następnie niczym grom z jasnego nieba na przyjaciół spada miłość i wszystko kończy się szczęśliwie dla Lwa.

 Czasami zastanawiam się nad tym czy Pani Ewa nie przesadziła z ilością tomów. Oczywiście te książki mogą pomóc, ukształtować światopogląd czytelnika, otworzyć oczy na niektóre sprawy, ale gdy Ja czytam już 11 tom, zauważam takie podobieństwo między bohaterami innych tomów, że mam ochotę się rozpłakać i krzyczeć DLACZEGO?! Dlaczego tak dobra seria, która powinna kształtować zostaje zepsuta? Sama sobie nie wierzę, że właśnie napisałam coś takiego, jednak uważam że Seria Miętowa została zepsuta. Straciłam apetyt na jakąkolwiek książkę Pani Ewy, co bardzo mnie martwi.
Zawiodłam się.

4/10


22 listopada 2015

Cecelia Ahern- "love, rosie"- słodkie romansidło?



     



        Tytuł: love, rosie
        Autor: Cecelia Ahern
        Liczba stron:  511
        Wydawnictwo: Akurat
        Czas czytania: 2 dni















Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex odważą się ją wykorzystać?


Jeśli czytasz moje posty, już od dłuższego czasu, na pewno wiesz że nie jestem fanką romansideł, opisów pierwszego pocałunku, i tego typu dupereli. Jednak, książka „Love, rosie” to zupełnie inna bajka! Powiedziałabym że to romansidło dla osób nienawidzących romansideł. A co! Męczyłam się z tą książką, fakt. Przyznaję się. Może to dlatego że wolę książki z opisami? Ta powieść opierała się głównie na listach, zarówno pisanych odręcznie jak i drogą elektroniczną. Wkurzało mnie to. Myślałam, jak to możliwe, żeby ktoś chciał wydać coś takiego! Jednak na przełomie trzeciej, czwartej i piątej części (książka podzielona jest na 5 części) tak bardzo przywiązałam się do Rosie i Aleksa, że te cholerne listy przestały mi przeszkadzać. Opowieść jest naprawdę dobra, mimo że w takowych nie gustuję. Jednak postanowiłam się przełamać, znów. (z Gayle Forman mi nie wyszło) Cieszę się, że tym razem aż tak bardzo się nie zawiodłam. Właściwie to wcale się nie zawiodłam! Książka jest wciągająca, mile pisana, a fabuła jak najbardziej mi opowiadała! Książka opowiada o przyjaciołach, którzy przez 30 lat nie mogli ze sobą być. To może się zdarzyć w życiu rzeczywistym. Książka nie opowiada o parze w separacji, a pewnego dnia owe osobniki się spotykają i dziewczyna oprowadza chłopaka po swoich ulubionych miejscach całą noc. Oczywiście, ja jak to, ja musiałam przywiązać się do bohaterów. Dzięki, tym listom jestem już mistrzynią ripost! Pokochałam te listy, i maile w których Rosie i Alex się ze sobą droczyli. To było (nie wierzę, że to piszę) SŁODKIE. Ja najbardziej SŁODKIE.

Tak więc przechodząc do konkretów:
Książka pisana jest oczywiście językiem młodzieżowym, przystępnym dla każdego. Opowieść jest o życiu realnym, a nie jakiejś nierealnej sytuacji. Czyta się ją przyjemnie, jest lekkostrawna. Jedynym minusem chyba są te listy, które na początku aż tak mnie wkurzały…

8/10

Zatem, jeśli jesteś miłośnikiem romansideł, bądź jest nim ktoś z Twojego otoczenia, i nie ma jeszcze „love, rosie” w swojej biblioteczce, to jest to idealny prezent świąteczny!

19 listopada 2015

Rachel Hamartn- "Łuska w cieniu" 600 stron rozkoszy.






                    Tytuł: Łuska w cieniu.
                    Autor: Rachel Hamartn
                    Liczba stron: 612
                    Wydawnictwo: MAG
                    Czas czytania: 5 dni
















Królestwo Goreddu- świat, w którym ludzie i soki żyją w niepewnej równowadze, a ci nieliczni, którzy są jednocześnie ludźmi i smokami, muszą ukrywać prawdę. Jedno z nich- w połowie ludzka dziewczyna, w połowie smoczyca imieniem Serafina – niechętnie dało się wciągnąć w politykę swojego świata. Kiedy dochodzi do wybuchu wojny między smokami, a ludźmi, Serafina musi wyruszyć w podróż, by odnaleźć innych podobnych sobie- ponieważ łączy ja niewyjaśniona więź z nimi wszystkimi, a razem będą zdolni walczyć przeciwko smokom w potężny, magiczny sposób. 

Zbierając tę barwną gromadkę, Serafina musi uciekać przed ludźmi, którzy próbują ją zatrzymać. Jednak najbardziej przerażająca jest inna półsmoczyca, która umie wkradać się w ludzkie umysły i je przejmować. Aż do tej pory Serafina chroniła swój umysł przed intruzami, co jednocześnie oznaczało ograniczenie jej możliwości. 

Nadszedł czas, by podjąć decyzję- trzymać się bezpiecznego starego życia czy przyjąć potężne nowe przeznaczenie?  

Bardzo się cieszę, że odnalazłam tę książkę w ogromnej stercie jeszcze „czekających na przeczytanie” książek. Zakochałam się w tej książce w każdym calu. Po pierwsze uwielbiam smoki, i to nie tyczy się tylko i wyłącznie Szczerbatka. Po drugie, uwielbiam oryginalność. Mimo że wojna to stale powtarzający się schemat, autor ujął to w taki sposób, że strony po prostu fruwały między moimi palcami. Po trzecie, no któż nie lubi raz na jakiś czas przeczytać jakiegoś zdrowego tomiska? Co prawda, to prawda jest to druga część. Ale tę wypożyczyłam kompletnie nieświadoma, zazwyczaj bibliotekarka mówi coś w stylu „Ale to jest druga część, znów chcesz czytać od tyłu?”. Jednak nic się nie stało. Na samiuśkim początku jest wprowadzenie, dzięki któremu czytelnik ma świadomość co się zdarzyło, oraz mniej więcej ogarnia ciągłość wydarzeń. Ale, bo przecież zawsze jest jakieś ALE. Wprowadzenie polecam przeczytać dwa razy. A jeśli już nie masz no to ochoty, to po prostu przeczytaj je w totalnym skupieniu. Inaczej nic z tego nie zrozumiesz. Radzę, ucz się na moich błędach. Oczywiście książka, jak by mogło być inaczej jest piekielnie wciągająca. Nim się obejrzałam przeleciała 100, 150, 250  strona. Kartowałam ją jak oszalała. To również jest duży plus. Opowieść bardzo mile się czyta. Nie jest tak ciężka, jak się spodziewałam. Mimo tych już 600 zdrowych stron.

 Przejdźmy do postaci, które również uwielbiam, a jakżeby inaczej! Główna bohaterka, jest świetnie wykreowana. Przynajmniej w mojej skromnej opinii, ponieważ miejscami bardzo mnie przypominała. Zakochałam się w Abdo! Jaki to był cudowny chłopiec! Ja wiem że będę teraz przesładzać. Ale co tam. Oczywiście pozostałe postacie nie są gorsze, o nie, nie, nie. Książę Lucian Kiggs, którego osobiście uwielbiam za jego poczucie humoru, i sposób bycia. Wszyscy Ityassari (półsmoki) są prześwietne. Nikt nie ma takich samych cech, co mnie bardzo się spodobało. Ponieważ od dłuższego czasu, zmagam się z bardzo podobnymi postaciami w każdej książce, w tej jest inaczej. Niech Rachel Hartman będzie błogosławiony! Oczywiście co to za powieść bez nutki romansu? No żadna! Jednak ten romans, był tutaj tak delikatnie wpleciony, że niemal niezauważalny a jednak tak bardzo hm… pociągający ciekawość? Nie wiem jak mam to określić. Po prostu byłam ciekawa relacji między kochankami.

Tak więc, nie owijając już w bawełnę, ponieważ strasznie tego nie lubię. Książka urzekła mnie w każdym calu, mogę powiedzieć że czułam się jak bohaterka książki. Przeniosłam do Goreddu, i podróżowałam razem ze Serafiną.

10/10!

Pozdrawiam!

.

1 listopada 2015

Susan Ee- "ANGELFALL" - "Aniele, stróżu mój... szeptaliśmy przez setki lat. Myliliśmy się."






Tytuł: Angelfall
Autor: Susan Ee
Liczba stron:  308
Wydawnictwo: Filia
Czas czytania: 2 dni

















"Aniele, stróżu mój... szeptaliśmy przez setki lat. 
Myliliśmy się. Teraz to właśnie ONE okazały się naszym największym koszmarem."

Ziemię ogarnęły ciemności. Państwa upadły, szpitale, szkoły i urzędy stoją puste, nie działają komórki. Za dnia na ulicach rządzą brutalne gangi, ale kiedy zapada mrok wszyscy wracają do kryjówek, kryjąc się przed grozą Najeźdźców. Anioły. Niektóre piękne, inne jakby wyjęte z najgorszych koszmarów, a wszystkie nadludzko potężne. Przez wieki uważaliśmy je za swoich stróżów, teraz okazały się agresorami siejącymi śmierć. Dlaczego zstąpiły na ziemię? Z czyjego rozkazu? Jaki mają plan? Czy ludzie zdołają im się przeciwstawić?

Siedemnastoletnia Penryn wyrusza w desperacki pościg, żeby uratować życie młodszej siostry. Żeby zwiększyć swoje szanse musi zjednoczyć siły ze swoim wrogiem. Oboje przemierzają Kalifornię, niegdyś piękną i słoneczną, dziś kompletnie zniszczoną i wyludnioną, a wszechobecna śmierć niejednokrotnie zagląda im w oczy. Na końcu podróży, w San Francisco, każde z nich stanie przed dramatycznym wyborem.

Czy postąpią właściwie?



Historia związana z tą książką jest w sumie troszkę zabawna. Moja przyjaciółka czytała na przerwie już bodajże kolejną część i w kółko powtarzała o mieczu i misiu Puki… Hm, ciekawe prawda? Oczywiście jak na przyjaciółkę przystało, wcisnęła mi w dłonie część pierwszą i powiedziała: „Słuchaj, to jest na moim koncie w Publicznej, masz dwa dni! Nie spieprz tego”. No i Madzia zaczęła czytać, czytała, czytała i czytała, i uwaga przeczytała! BRAWO! Jest to chyba jedna z lepszych książek które dane było mi przeczytać w październiku. I tutaj każdy może sobie przypomnieć moją ociekającą emocjami recenzję „Wróć ,jeśli pamiętasz”. W każdym razie przejdźmy do konkretów. Sposób w jaki pisze pani Susan jest przyznam, młodzieżowy, miły, oraz jakże szybki w czytaniu. Jednak sama opisy wywołały ciarki na moim ciele, tak za to ją podziwiam. Sama fabuła jest świetna, a dialogi? Cóż, śmiałam się nie raz. Postacie które wykreowała, są niby tak bardzo oklepane, tak bardzo powtarzające się jednak jest w nich coś innego, coś niezwykłego. Jedyny minus którego się doszukałam, to tak niesycące zakończenie! Każdy szanujący się,  ksiązkoholik chyba zna ten ból. Nie zdążyłam się najeść tą książką! Teraz będę musiała wręcz dorwać kolejne 2 części. W bibliotece jestem co dwa dni, gdy tylko pani bibliotekarka mnie widzi krzyczy z daleka: „Nie ma!”. 

Tak więc, już nie odwlekając:

9/10 (-1, za zakończenie!) 

Pozdrówki! 


18 października 2015

Martyna Goszczycka-"Odrodzenie" (Saga wizji paradoksalnych)

                                                                       
                                                                       







Tytuł: Odrodzenie 
Autor: Martyna Goszczycka
Liczba stron: 406
Wydawnictwo: Sumptibus
Czas czytania: 3 dni













Przedświat demonów i Zaświat nimf, barwne aury i Zwierciadła Duszy, boginie stworzone przez alchemika i bezduszne reguły Syndykatu Skrytobójców, Sny, które przerażają i fascynują zarazem. Oto świat, w którym dorasta młody demon Haru- uczy się, jak przeżyć i jak zabijać, walczy, by zostać uczniem okrutniej białowłosej. A może jest lub stanie się dla niej kimś więcej? Może on też nauczy czegoś piękną Plage… 
Odrodzenie to mroczna powieść fantasy, pełna przemocy, śmierci, scen walki, ale także kipiących emocji, rodzących się uczuć. Autorka to absolutna debiutantka, która bez kompleksów, za to z          rozmachem wprowadza nas w swój świat wyobraźni. 




Książka wpadła w moje ręce, któregoś wieczoru w bibliotece. Zarówno okładka jak i opis, spodobały mi się, chociaż bardziej do gustu przypadła mi właśnie okładka. Dlatego stwierdziłam, że ta książka troszkę u mnie pomieszka. Zaczynając czytać byłam pod ogromnym wrażeniem. Polka, tak świetna opowieść, szata graficzna, wydanie, to było po prostu jedno wielkie WOW! Jednakże, prawdopodobnie w drugiej części książki (jest podzielona na 3) odrobinę się zawiodłam. Może to dlatego, że zbyt wiele oczekiwałam? A może to w przypływie dumy i euforii? Nie wiem, nie mam pojęcia. Zawiodłam się, dlatego że „Odrodzenie” odrobinę przypominało mi trylogię „Czarnego Maga” Trudi Canavan, co oczywiście nie znaczy że kompletnie zraziłam się do książki. Brnęłam dalej, z każdą chwilą byłam ciekawsza rozwoju wydarzeń. To naprawdę wciągająca opowieść. Można powiedzieć że wręcz pokochałam głównych bohaterów, Haru oraz Plage. Docinki Haru, osobowość Plage, no coś pięknego. Książka oprócz swoich zalet posiada też minusy, co jak już powtarzam po raz setny nie jest złe. Jeśli ktoś nie czytał trylogii „Czarnego Maga” z pewnością będzie książką zachwycony, natomiast osoby które, tak jak ja, mają już za sobą trylogię Trudi Canavan dostrzegą pewne podobieństwa, chociażby w relacjach między Plage, a Haru. Rozczarowało mnie zakończenie, hm to w sumie nie było zakończenie, tylko śmierć matki Haru, szczerze powiedziawszy liczyłam wtedy na coś więcej, ponieważ Haru wyrzekł się rodziny itd. Aczkolwiek takie rozwiązanie sytuacji też nie było złe, po prostu zabrakła mi tak większej ilości krwi i nienawiści.


Reasumując:

Polecam książkę, każdemu, kto chce przeżyć niesamowitą przygodę z Haru Saruku oraz Plage, doświadczycie niesamowitych przeżyć, chwil smutku, euforii, rozbawienia. Jeżeli jednak, drogi czytelniku, czytałeś trylogię pani Canavan, nadal polecam Ci tę książkę! Nie pożałujesz, a zyskasz porównanie, oraz niesamowite przeżycia.

Odrodzenie dostaje:
8/10



12 października 2015

Tad Williams-"Szczęśliwa godzina w Piekle" - Kolejne rozczarowanie?








                            
Tytuł: Szczęśliwa godzina w Piekle
Autor: Tad Williams
Liczba stron: 484
Wydawnictwo: Rebis
Czas czytania:nie pamiętam













Idź do diabła! - słyszałem takie odzywki więcej razy, niż umiem zliczyć. Tym razem jednak faktycznie tam się właśnie wybieram.Nazywam się Bobby Dolar (a w pewnych kręgach Doloriel). Piekło to nie najlepsze miejsce dla takich jak ja: jestem aniołem, a tam nas bardzo nie lubią. Ale oni mają moją dziewczynę, Caz, która... jest diablicą zwaną hrabiną Zimnoręką. Spytacie, dlaczego anioł wybiera sobie taką akurat ukochaną? No, na pewno nie dla awansu i świetlanej kariery. Ech, długa historia. Grunt, że teraz ma ją w szponach jeden z najpotężniejszych demonów, Eligor Jeździec, któremu nieźle zalazłem za skórę - a on jest mistrzem w chowaniu urazy. Otóż mój przyjaciel Sam, anioł-adwokat jak i ja, podrzucił mi kiedyś złote anielskie pióro, które trafiło mu w ręce pokrętnym przypadkiem i jest dowodem nielegalnego układu między bliżej nieokreślonym piekielnym arystokratą a którymś z naszych archanielskich przełożonych. Mam je do dzisiaj, a ów arcydiabeł zapowiedział, że nigdy już nie ujrzę Caz (która, nawiasem mówiąc, była jego kochanką i niewolnicą), jeśli mu fantu nie zwrócę.Cóż mi więc pozostało, jeśli nie przywdziać ciało demona, wśliznąć się cichaczem do Piekła, wykraść dziewczynę i potem oczywiście żyć długo - jak to anioł - i szczęśliwie? No to polejcie, dobrzy ludzie, strzelimy sobie po jednym i komu w drogę, temu, cholera, czas...





Drugi tom, serii o Bobby’m Dolarze- urzekł mnie całkowicie. Sposób w jaki Pan Williams przedstawił piekło, mija się całkowicie z moimi wyobrażeniami. Jest to najoryginalniejsza wersja piekła jaką okazję miałam zobaczyć, przeczytać.  Dało mi to odrobinę do myślenia. Wizja Piekła jest pisana z tak ogromnym rozmachem, że jest to niemal wersja oryginalna. Książka jest fenomenalna, jednakże odrobinę się zawiodłam.  Myślę że Pan Williams aż, za bardzo starał się, pokazać czytelnikom tę wizję Piekła i Nieba- jednymi słowy mówiąc, ucierpiała na tym fabuła. W książce przeważają opisy piekła, tego co w nim jest, jak nasz kochany Doloriel się w nim czuje. Szczerze? Jest to odrobinę smutne. Liczyłam na coś więcej. Zabrakło mi nieoczekiwanych zwrotów akcji. Jako czytelnik odczuwałam że ktoś podciął skrzydła autorowi. Po prostu, nie tego spodziewałam się po kolejnej części tak fenomenalnej książki. Jednakże nie mogę powiedzieć że jest ona zła. Nie jest zła, po prostu nie przypadła mi do gustu. W „Brudnych ulicach Nieba” cały czas coś się dzieje, jak nie Niebo to Piekło wtyka nos w no dobra, swoje sprawy. Jednakże są te nieoczekiwane zwroty akcji, soczysty romans, aczkolwiek nie przesadzony. „Szczęśliwa godzina w Piekle” to już nie to samo. Zawiodłam się również na zakończeniu książki. Gdy już dotarłam do ostatniej strony krzyknęłam:

-No Heloł?! Co to ma być? Ale jak to?!

Tak, tak zakończenie było tak złe, że miałam ochotę spalić tę książkę, zakopać, podrzeć. Powstrzymałam się tylko dlatego, iż książka jest z biblioteki. Nie mam pojęcia jaką ocenę mam wystawić. Z jednej strony jestem zawiedziona, z drugiej strony czuję jak autor się starał, jak przedstawił Niebo i Piekło, jak dalej poprowadził jakąś tam akcję, kurcze przecież to jest Bobby Dolar, mój ulubiony bohater! Chyba zajmę się szukaniem jakiś plusów w tej książce, bo niezbyt mi to wychodzi. Myślę, że świat przedstawiony jest niezwykle intrygujący, tak bardzo intrygujący, przerażający, oryginalny, jedyny w swoim rodzaju że niemal zapominamy o fabule, więc możemy to uznać za plus. Spodobało mi się również wykreowanie postaci. Każda była jedyna w swoim rodzaju, posiadała osobne cechy, nikt nie posiadał tych samych. Tak więc reasumując:

Polecam drugi tom, jednakże nie odpowiadam za wasze rozczarowanie zarówno zaćmieniem fabuły, jak i zakończeniem:
7/10


Pozdrawiam!


11 października 2015

Gayle Forman-"Wróć, jeśli pamiętasz" ISTNA KATASTROFA?!


Autor: Gayle Forman
Tytuł: Wróć, jeśli pamiętasz
Seria: Jeśli zostanę #2
Oryginalny tytuł: Where she went
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 14.01.2015
Stron: 288
Tłumaczenie: Hanna Pasiersk
Czas czytania: 2 dni




Minęły trzy lata od tragicznego wypadku, który na zawsze zmienił życie Mii. Chociaż dziewczyna straciła rodziców i młodszego brata, postanowiła żyć dalej. Obudziła się ze śpiączki… ale zniknęła z życia Adama. Teraz żyją osobno po dwóch stronach Ameryki – Mia jako wschodząca gwiazda wśród wiolonczelistek, Adam jako rockman, idol nastolatek i obiekt zainteresowania tabloidów. Pewnego dnia los daje im drugą szansę…
Przemierzając ulice Nowego Jorku, miasta, które stało się nowym domem Mii, wyruszą w podróż w przeszłość. Czy uda im się odnaleźć miłość? Czy Mię i Adama czeka wspólna przyszłość?




Cóż, tak na początek. Wiem, to jest kolejna część, nie pierwsza. Ale osoby które mnie znają, wiedzą że ja wszystko lubię robić na opak. Ewentualnie możemy też uznać, że w bibliotece nie było pierwszej części, a że tyle dobrego słyszałam o tych książkach, bez wahania zabrałam drugą część do domu.
Tak bardzo jeszcze nigdy się zawiodłam. Wiecie co? Najchętniej napisałabym jedno zdanie do tej książki. Tak więc przepraszam za moje słownictwo: TA KSIĄŻKA, JEST TAK NIEWYOBRAŻALNIE DO DUPY, ŻE AŻ NIE MOGĘ UWIERZYĆ! Czytając tę książkę miałam wrażenie że czytam o zdesperowanych dzieciakach, które nie dostały zabawki. Mia, wiolonczelistka kobieta z klasą, Adam no typowy chłopak który jest w rockowym zespole, nie? Istna chemia, prawda? Boże…  Ja chyba tej recenzji nie dokończę i dam taką na pół… Zabieranie byłego chłopaka, do ulubionych miejsc? Romantyczne, prawda? Tak a propos, nie miałam pojęcia co dzieje się w książce! Raz gdzieś idą, uciekają, potem akcja w domu tej dziewczyny i nagle BUM! No są razem! A no, niby nie mieli być… A ta obietnica, to ja… Nie, no ja już kończę. Książka pisana, oczywiście młodzieżowym językiem. Dlatego tak szybko ją przeczytałam. Fabuła, kitowa, strasznie oklepana, nudna, wręcz prowadząca do odruchów wymiotnych. Książka mi się nie podobała, koniec kropka, przecinek i średnik!



3/10 

Pozdrawiam.


Szablon
Aris Carmen Light
Szabloniarnia w Łatki
Źródła
1 2 3 oraz podziękowania dla Silent One za pomoc