INSTAGRAM

nagłówek

21 grudnia 2015

Todd Burpo oraz Lynn Vincent- "Niebo istnieje...Naprawdę!"- poruszająca historia czterolatka.

       










       Tytuł: Niebo istnieje… Naprawdę!
       Autor: Todd Burpo oraz Lynn Vincent
       Liczba stron: 226 (bez dodatku 181)
       Wydawnictwo: Rafael
       Czas czytania:  2 dni










Kiedy Colton Burpo cudem wyzdrowiał po nagłej operacji wycięcia wyrostka robaczkowego, jego rodzina nie posiadała się z radości. Nie spodziewała się jednak, że w ciągu następnych kilku miesięcy usłyszy piękną i wyjątkową historię o podróży małego chłopca do nieba i z powrotem.
Niespełna czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, wiarygodnie opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Opowiadał o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach mających miejsce jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył swoich rodziców opisami i mało znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a przecież nie mógł ich stamtąd znać, bo jeszcze nie umiał czytać.
Z rozbrajającą niewinnością i typową dla dziecka prostolinijnością Colton opowiadał o spotkaniach z członkami rodziny, którzy już dawno odeszli z tego świata. Opisywał Jezusa i anioły, twierdził, że Bóg jest „bardzo, bardzo duży” i naprawdę nas kocha. 
Historia ta – opowiedziana przez ojca przywołującego proste słowa własnego syna – ukazuje miejsce, które czeka na nas wszystkich, gdzie, jak mówi Colton, „nikt nie jest stary i nikt nie nosi okularów”.
"Niebo istnieje... naprawdę!" na zawsze zmieni sposób, w jaki myślisz o wieczności, pozwalając ci przyjąć perspektywę dziecka i uwierzyć jak ono.



Czy zastanawiałeś się kiedyś nad sensem ludzkiego życia?
Czy zadawałeś sobie pytanie:
 BÓG ISTNIEJE?
JAK JEST W NIEBIE?
JAK WYGLĄDA SZATAN?
Czy życie po śmierci istnieje?

  Książka Todd’a Burpo jest pewnego rodzaju dokumentem. Mówi o faktach. Słyszałam o wielu książkach które w pewien sposób pokazują nam obraz Nieba. Bałam się je przeczytać. Może dlatego że nie wiedziałam czy informacje są prawdziwe? Po tę książkę jednak postanowiłam sięgnąć. Pochłonęłam ją z zapartym tchem. Historia o chłopcu który w czasie operacji, był w Niebie. Jednak wszystko co dobre, równie szybko się kończy. Książka się skończyła, Magda nie wie co zrobić z własnym życiem. Todd Burpo ujął tutaj historię swojego syna, w sposób zrozumiały dla każdego odbiorcy. Napisana jest prostym językiem, co znacznie ułatwia zrozumienie celu powstania tej książki. Jest to szczera i wzruszająca do łez historia,  małego chłopca, która pokazuje nam, jak ogromna jest wiara dzieci, i jak bardzo można się zagubić w świetle codzienności. A co z małym Coltonem? Colton jest naprawdę cudownym dzieciakiem. Czytając książkę, tak bardzo go polubiłam iż nie mogę uwierzyć że to już koniec. Kochająca rodzina. Nigdy w książkach nie spotkałam takiego opisu rodziny. Wspierająca, kochająca, co najważniejsze ufająca sobie rodzina.

   Wiecie, ta książka jest bardzo trudnym tematem do ugryzienia. Nie wiem jak mam ją ocenić. No, bo jak można kwestionować wiarę w Boga i jego cuda. Postaram się ją ocenić na podstawie moich uczuć. Inaczej nie potrafię.

  Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, przyznaję się bez bicia, najpierw obejrzałam film. Po którym nasuwało mi się jedno pytanie, czy ten chłopiec nie ma zbyt bujnej wyobraźni. Jednak z doświadczenia wiem, że małe dzieci mówią prawdę, nie owijają w bawełnę, nic nie komplikują. Dlatego też, uwierzyłam w Niebo o którym opowiedział rodzicom Colton. Jest to jednak z piękniejszych powieści które przeczytałam.  Momentami przerażała mnie prostota z jaką Colton mówił o Niebie, tak prosto z mostu.  Osobiście mogę też powiedzieć, że książka pogłębiła moją wiarę.

  9/10

12 grudnia 2015

Sarah Blakley-Cartwright- "Dziewczyna w czerwonej pelerynie" Czyli totalny kicz.

      



       Tytuł: Dziewczyna w czerwonej pelerynie
       Autor:  Sarah Blakley-Cartwright
       Liczba stron: 358
       Wydawnictwo: Galeria Książki
       Czas czytania: 1 dzień


















                                                                       Kowal pragnie ją poślubić. 
                                                                          Drwal pragnie z nią uciec. 
                                                             Wilkołak pragnie, by stała się taka jak on. 

Siostra Valerie była piękna, dobra i urocza. A teraz nie żyje. Henry, przystojny syn kowala, próbuje pocieszyć Valerie, lecz jej zbuntowane serce bije mocniej dla kogoś innego – drwala uważanego za wyrzutka, Petera, który proponuje dziewczynie inne życie z dala od domu. Po brutalnym zabójstwie siostry świat Valerie zaczyna w szaleńczym tempie wymykać się spod kontroli. Od pokoleń gniew Wilka łagodzono comiesięczną ofiarą, jednak teraz nikt nie jest bezpieczny. Kiedy do wsi przybywa doświadczony pogromca wilkołaków, mieszkańcy dowiadują się, że bestia żyje pośród nich – może nią być każdy… Wkrótce okazuje się, że Valerie jako jedyna posiada zdolność rozumienia głosu potwora. Wilk mówi, że dziewczyna musi poddać się jego woli, zanim przeminie krwawy księżyc. W przeciwnym wypadku zginą wszyscy, których kocha.

Każdy zna,  historie o Czerwonym Kapturku.
Każdy wie, jak się zakończyła,
każdy myśli że to samo wydarzy się w książce „Dziewczyna w czerwonej pelerynie”.
Ale gdyby wilka zastąpił wilkołak? Co wtedy?


Bardzo podoba mi się plastyczność tekstu. Wszystko co opisywała autorka było realistyczne.
 Jednak, uważam że pani Sarah spieszyła robotę. Oczywiście potocznie mówiąc.
Sama sprzeczność w mojej głowie zaszła gdy przeczytałam że to książka na podstawie scenariusza…
Moja mina na pewno była bezcenna. Sam tekst? Może i był plastyczny, ale tak drętwy.
Czułam się jakbym czytała fanfica gimnazjalistki, która stara się żeby wszystko było idealne.
Sama fabuła nie bardzo mi podpasywała. To znaczy, nie lubię tzw. trójkątów .
Co ja mówię?! Ja tego nienawidzę. A najgorsze jeszcze przed nami. ci MĘŻCZYŻNI, którzy zabiegają o względy Valerie mają praktycznie takie same cechy. I co, z tego wynika? Którego nie wybierze to i tak będzie szczęśliwa. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie zauważyła jeszcze kilku bzdur.
 Ale nie zamierzam o nich pisać, chociaż? Słyszeliście o zapałkach w średniowieczu?
Albo o żniwach w czasie zimy?  Bo ja nie.
 Bohaterowie? Spójrzmy na samego Salomona, który wszystko robi w imię Boga.
Zabija w imię Boga, torturuje w imię Boga, wszędzie doszukuje się diabła czy czarownic.
Czy ta kobieta słyszała o neutralności religijnej? Nie potrafię ocenić tej książki pozytywnie, chociaż nie wiem jak bardzo bym chciała znaleźć w niej coś pozytywnego, to na myśl przychodzi mi tylko okładka.
Jest ona porządna, filmowa, może być.
Samo zakończenie bardzo mnie zawiodło. Może i wszystkie fakty stały się spójną, logiczną całością, jednak można było zachować tradycje i wilkiem byłaby babcia. A tu co? WIELKIE BAGNO.

Tak więc, iż, ongiś ogólnie książkę oceniając:

Uważam że jest to kolejna książka, ta jedna z gorszych którą przygarnęłam.
I choćby nie wiem jak, nie potrafię jej zaakceptować na swojej półce, ona leży ale w szafie, za ubraniami. Drętwa fabuła, bohaterowie nie wiem skąd, język,  zakończenie, fabuła wszystko jest na minus
(pomińmy okładkę).

Tak więc, za okładkę!
2/10

4 grudnia 2015

Ewa Nowak-"Niewzruszenie" czyli domowe sprawy.






       




       Tytuł: Niewzruszenie
       Autor: Ewa Nowak
       Liczba stron: 247
       Wydawnictwo: Egmont
       Czas czytania: 1 dzień








Rodzeństwo Marianna i Lew Henselowie mają niebanalne poczucie humoru, a na dodatek przygarniają pod swój dach bardzo oryginalne zwierzę. Siostra i brat borykają się także z problemami sercowymi, ale i one są nietypowe. 



Człowiek czasami potrzebuje czegoś lżejszego, czegoś co pozwoli mu się zresetować i oczyścić umysł. Zarazem w tej zwyczajności i banalności poszukujemy czegoś nowego, niespotykanego, nietuzinkowego.  Idealną książką w moim wypadku okazała się być 247 stronnicowa powieść Ewy Nowak. Kobiety którą cenię za jej poczucie humoru, podejście do czytelnika i całokształt.

 Książka która opowiada o życiu rodziny, nietypowej zwariowanej. Szalonych rodzicach i rozważnych pociechach. Seria Miętowa ma to do siebie, że w swojej banalności zachwyca i porusza, mimo tak błahych problemów z którymi borykają się bohaterowie.  „Niewzruszenie” jest bodajże jedenastym tomem, moim zdaniem najsłabszym z dotychczas przeze mnie przeczytanych.  Opowiada o rozważnym rodzeństwie, które wpada w dołek psychiczny przez miłość. Oboje znajdują się pod presją otoczenia.  Mimo tego że wiele się dzieje, fabuła jest rozbudowana, czytelnik cały czas myśli o rodzeństwie które aż nazbyt dobrze się ze sobą dogaduje.. Ich doznania miłosne są tak różne, że aż mnie to ucieszyło.

Jednak kobieta zawsze znajdzie jakieś „ALE”. Marianna poznaje chłopaka, jednak mimo starań Tomka, dziewczyna pozostaje niewzruszona. Biedak staje na uszach żeby ją zadowolić. Irytowała mnie ta sytuacja. Myślę że bardziej polubiłam Tomka, niż jedną z głównych postaci!   Strasznie mnie to irytuje. Natomiast Lew? Lew to Lew. Polubiłam jego imię, jest dziwne, zwierzęce, ale też bardzo oryginalne. I szczerze mówiąc, bardziej spodobała mi się jego historia miłosna. Mimo że była już tak bardzo oklepana. Znajomość, ze znajomości rodzi się przyjaźń, potem w życiu dziewczyny pojawia się chłopak, jest źle. Następnie niczym grom z jasnego nieba na przyjaciół spada miłość i wszystko kończy się szczęśliwie dla Lwa.

 Czasami zastanawiam się nad tym czy Pani Ewa nie przesadziła z ilością tomów. Oczywiście te książki mogą pomóc, ukształtować światopogląd czytelnika, otworzyć oczy na niektóre sprawy, ale gdy Ja czytam już 11 tom, zauważam takie podobieństwo między bohaterami innych tomów, że mam ochotę się rozpłakać i krzyczeć DLACZEGO?! Dlaczego tak dobra seria, która powinna kształtować zostaje zepsuta? Sama sobie nie wierzę, że właśnie napisałam coś takiego, jednak uważam że Seria Miętowa została zepsuta. Straciłam apetyt na jakąkolwiek książkę Pani Ewy, co bardzo mnie martwi.
Zawiodłam się.

4/10


22 listopada 2015

Cecelia Ahern- "love, rosie"- słodkie romansidło?



     



        Tytuł: love, rosie
        Autor: Cecelia Ahern
        Liczba stron:  511
        Wydawnictwo: Akurat
        Czas czytania: 2 dni















Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex odważą się ją wykorzystać?


Jeśli czytasz moje posty, już od dłuższego czasu, na pewno wiesz że nie jestem fanką romansideł, opisów pierwszego pocałunku, i tego typu dupereli. Jednak, książka „Love, rosie” to zupełnie inna bajka! Powiedziałabym że to romansidło dla osób nienawidzących romansideł. A co! Męczyłam się z tą książką, fakt. Przyznaję się. Może to dlatego że wolę książki z opisami? Ta powieść opierała się głównie na listach, zarówno pisanych odręcznie jak i drogą elektroniczną. Wkurzało mnie to. Myślałam, jak to możliwe, żeby ktoś chciał wydać coś takiego! Jednak na przełomie trzeciej, czwartej i piątej części (książka podzielona jest na 5 części) tak bardzo przywiązałam się do Rosie i Aleksa, że te cholerne listy przestały mi przeszkadzać. Opowieść jest naprawdę dobra, mimo że w takowych nie gustuję. Jednak postanowiłam się przełamać, znów. (z Gayle Forman mi nie wyszło) Cieszę się, że tym razem aż tak bardzo się nie zawiodłam. Właściwie to wcale się nie zawiodłam! Książka jest wciągająca, mile pisana, a fabuła jak najbardziej mi opowiadała! Książka opowiada o przyjaciołach, którzy przez 30 lat nie mogli ze sobą być. To może się zdarzyć w życiu rzeczywistym. Książka nie opowiada o parze w separacji, a pewnego dnia owe osobniki się spotykają i dziewczyna oprowadza chłopaka po swoich ulubionych miejscach całą noc. Oczywiście, ja jak to, ja musiałam przywiązać się do bohaterów. Dzięki, tym listom jestem już mistrzynią ripost! Pokochałam te listy, i maile w których Rosie i Alex się ze sobą droczyli. To było (nie wierzę, że to piszę) SŁODKIE. Ja najbardziej SŁODKIE.

Tak więc przechodząc do konkretów:
Książka pisana jest oczywiście językiem młodzieżowym, przystępnym dla każdego. Opowieść jest o życiu realnym, a nie jakiejś nierealnej sytuacji. Czyta się ją przyjemnie, jest lekkostrawna. Jedynym minusem chyba są te listy, które na początku aż tak mnie wkurzały…

8/10

Zatem, jeśli jesteś miłośnikiem romansideł, bądź jest nim ktoś z Twojego otoczenia, i nie ma jeszcze „love, rosie” w swojej biblioteczce, to jest to idealny prezent świąteczny!

19 listopada 2015

Rachel Hamartn- "Łuska w cieniu" 600 stron rozkoszy.






                    Tytuł: Łuska w cieniu.
                    Autor: Rachel Hamartn
                    Liczba stron: 612
                    Wydawnictwo: MAG
                    Czas czytania: 5 dni
















Królestwo Goreddu- świat, w którym ludzie i soki żyją w niepewnej równowadze, a ci nieliczni, którzy są jednocześnie ludźmi i smokami, muszą ukrywać prawdę. Jedno z nich- w połowie ludzka dziewczyna, w połowie smoczyca imieniem Serafina – niechętnie dało się wciągnąć w politykę swojego świata. Kiedy dochodzi do wybuchu wojny między smokami, a ludźmi, Serafina musi wyruszyć w podróż, by odnaleźć innych podobnych sobie- ponieważ łączy ja niewyjaśniona więź z nimi wszystkimi, a razem będą zdolni walczyć przeciwko smokom w potężny, magiczny sposób. 

Zbierając tę barwną gromadkę, Serafina musi uciekać przed ludźmi, którzy próbują ją zatrzymać. Jednak najbardziej przerażająca jest inna półsmoczyca, która umie wkradać się w ludzkie umysły i je przejmować. Aż do tej pory Serafina chroniła swój umysł przed intruzami, co jednocześnie oznaczało ograniczenie jej możliwości. 

Nadszedł czas, by podjąć decyzję- trzymać się bezpiecznego starego życia czy przyjąć potężne nowe przeznaczenie?  

Bardzo się cieszę, że odnalazłam tę książkę w ogromnej stercie jeszcze „czekających na przeczytanie” książek. Zakochałam się w tej książce w każdym calu. Po pierwsze uwielbiam smoki, i to nie tyczy się tylko i wyłącznie Szczerbatka. Po drugie, uwielbiam oryginalność. Mimo że wojna to stale powtarzający się schemat, autor ujął to w taki sposób, że strony po prostu fruwały między moimi palcami. Po trzecie, no któż nie lubi raz na jakiś czas przeczytać jakiegoś zdrowego tomiska? Co prawda, to prawda jest to druga część. Ale tę wypożyczyłam kompletnie nieświadoma, zazwyczaj bibliotekarka mówi coś w stylu „Ale to jest druga część, znów chcesz czytać od tyłu?”. Jednak nic się nie stało. Na samiuśkim początku jest wprowadzenie, dzięki któremu czytelnik ma świadomość co się zdarzyło, oraz mniej więcej ogarnia ciągłość wydarzeń. Ale, bo przecież zawsze jest jakieś ALE. Wprowadzenie polecam przeczytać dwa razy. A jeśli już nie masz no to ochoty, to po prostu przeczytaj je w totalnym skupieniu. Inaczej nic z tego nie zrozumiesz. Radzę, ucz się na moich błędach. Oczywiście książka, jak by mogło być inaczej jest piekielnie wciągająca. Nim się obejrzałam przeleciała 100, 150, 250  strona. Kartowałam ją jak oszalała. To również jest duży plus. Opowieść bardzo mile się czyta. Nie jest tak ciężka, jak się spodziewałam. Mimo tych już 600 zdrowych stron.

 Przejdźmy do postaci, które również uwielbiam, a jakżeby inaczej! Główna bohaterka, jest świetnie wykreowana. Przynajmniej w mojej skromnej opinii, ponieważ miejscami bardzo mnie przypominała. Zakochałam się w Abdo! Jaki to był cudowny chłopiec! Ja wiem że będę teraz przesładzać. Ale co tam. Oczywiście pozostałe postacie nie są gorsze, o nie, nie, nie. Książę Lucian Kiggs, którego osobiście uwielbiam za jego poczucie humoru, i sposób bycia. Wszyscy Ityassari (półsmoki) są prześwietne. Nikt nie ma takich samych cech, co mnie bardzo się spodobało. Ponieważ od dłuższego czasu, zmagam się z bardzo podobnymi postaciami w każdej książce, w tej jest inaczej. Niech Rachel Hartman będzie błogosławiony! Oczywiście co to za powieść bez nutki romansu? No żadna! Jednak ten romans, był tutaj tak delikatnie wpleciony, że niemal niezauważalny a jednak tak bardzo hm… pociągający ciekawość? Nie wiem jak mam to określić. Po prostu byłam ciekawa relacji między kochankami.

Tak więc, nie owijając już w bawełnę, ponieważ strasznie tego nie lubię. Książka urzekła mnie w każdym calu, mogę powiedzieć że czułam się jak bohaterka książki. Przeniosłam do Goreddu, i podróżowałam razem ze Serafiną.

10/10!

Pozdrawiam!

.

1 listopada 2015

Susan Ee- "ANGELFALL" - "Aniele, stróżu mój... szeptaliśmy przez setki lat. Myliliśmy się."






Tytuł: Angelfall
Autor: Susan Ee
Liczba stron:  308
Wydawnictwo: Filia
Czas czytania: 2 dni

















"Aniele, stróżu mój... szeptaliśmy przez setki lat. 
Myliliśmy się. Teraz to właśnie ONE okazały się naszym największym koszmarem."

Ziemię ogarnęły ciemności. Państwa upadły, szpitale, szkoły i urzędy stoją puste, nie działają komórki. Za dnia na ulicach rządzą brutalne gangi, ale kiedy zapada mrok wszyscy wracają do kryjówek, kryjąc się przed grozą Najeźdźców. Anioły. Niektóre piękne, inne jakby wyjęte z najgorszych koszmarów, a wszystkie nadludzko potężne. Przez wieki uważaliśmy je za swoich stróżów, teraz okazały się agresorami siejącymi śmierć. Dlaczego zstąpiły na ziemię? Z czyjego rozkazu? Jaki mają plan? Czy ludzie zdołają im się przeciwstawić?

Siedemnastoletnia Penryn wyrusza w desperacki pościg, żeby uratować życie młodszej siostry. Żeby zwiększyć swoje szanse musi zjednoczyć siły ze swoim wrogiem. Oboje przemierzają Kalifornię, niegdyś piękną i słoneczną, dziś kompletnie zniszczoną i wyludnioną, a wszechobecna śmierć niejednokrotnie zagląda im w oczy. Na końcu podróży, w San Francisco, każde z nich stanie przed dramatycznym wyborem.

Czy postąpią właściwie?



Historia związana z tą książką jest w sumie troszkę zabawna. Moja przyjaciółka czytała na przerwie już bodajże kolejną część i w kółko powtarzała o mieczu i misiu Puki… Hm, ciekawe prawda? Oczywiście jak na przyjaciółkę przystało, wcisnęła mi w dłonie część pierwszą i powiedziała: „Słuchaj, to jest na moim koncie w Publicznej, masz dwa dni! Nie spieprz tego”. No i Madzia zaczęła czytać, czytała, czytała i czytała, i uwaga przeczytała! BRAWO! Jest to chyba jedna z lepszych książek które dane było mi przeczytać w październiku. I tutaj każdy może sobie przypomnieć moją ociekającą emocjami recenzję „Wróć ,jeśli pamiętasz”. W każdym razie przejdźmy do konkretów. Sposób w jaki pisze pani Susan jest przyznam, młodzieżowy, miły, oraz jakże szybki w czytaniu. Jednak sama opisy wywołały ciarki na moim ciele, tak za to ją podziwiam. Sama fabuła jest świetna, a dialogi? Cóż, śmiałam się nie raz. Postacie które wykreowała, są niby tak bardzo oklepane, tak bardzo powtarzające się jednak jest w nich coś innego, coś niezwykłego. Jedyny minus którego się doszukałam, to tak niesycące zakończenie! Każdy szanujący się,  ksiązkoholik chyba zna ten ból. Nie zdążyłam się najeść tą książką! Teraz będę musiała wręcz dorwać kolejne 2 części. W bibliotece jestem co dwa dni, gdy tylko pani bibliotekarka mnie widzi krzyczy z daleka: „Nie ma!”. 

Tak więc, już nie odwlekając:

9/10 (-1, za zakończenie!) 

Pozdrówki! 


18 października 2015

Martyna Goszczycka-"Odrodzenie" (Saga wizji paradoksalnych)

                                                                       
                                                                       







Tytuł: Odrodzenie 
Autor: Martyna Goszczycka
Liczba stron: 406
Wydawnictwo: Sumptibus
Czas czytania: 3 dni













Przedświat demonów i Zaświat nimf, barwne aury i Zwierciadła Duszy, boginie stworzone przez alchemika i bezduszne reguły Syndykatu Skrytobójców, Sny, które przerażają i fascynują zarazem. Oto świat, w którym dorasta młody demon Haru- uczy się, jak przeżyć i jak zabijać, walczy, by zostać uczniem okrutniej białowłosej. A może jest lub stanie się dla niej kimś więcej? Może on też nauczy czegoś piękną Plage… 
Odrodzenie to mroczna powieść fantasy, pełna przemocy, śmierci, scen walki, ale także kipiących emocji, rodzących się uczuć. Autorka to absolutna debiutantka, która bez kompleksów, za to z          rozmachem wprowadza nas w swój świat wyobraźni. 




Książka wpadła w moje ręce, któregoś wieczoru w bibliotece. Zarówno okładka jak i opis, spodobały mi się, chociaż bardziej do gustu przypadła mi właśnie okładka. Dlatego stwierdziłam, że ta książka troszkę u mnie pomieszka. Zaczynając czytać byłam pod ogromnym wrażeniem. Polka, tak świetna opowieść, szata graficzna, wydanie, to było po prostu jedno wielkie WOW! Jednakże, prawdopodobnie w drugiej części książki (jest podzielona na 3) odrobinę się zawiodłam. Może to dlatego, że zbyt wiele oczekiwałam? A może to w przypływie dumy i euforii? Nie wiem, nie mam pojęcia. Zawiodłam się, dlatego że „Odrodzenie” odrobinę przypominało mi trylogię „Czarnego Maga” Trudi Canavan, co oczywiście nie znaczy że kompletnie zraziłam się do książki. Brnęłam dalej, z każdą chwilą byłam ciekawsza rozwoju wydarzeń. To naprawdę wciągająca opowieść. Można powiedzieć że wręcz pokochałam głównych bohaterów, Haru oraz Plage. Docinki Haru, osobowość Plage, no coś pięknego. Książka oprócz swoich zalet posiada też minusy, co jak już powtarzam po raz setny nie jest złe. Jeśli ktoś nie czytał trylogii „Czarnego Maga” z pewnością będzie książką zachwycony, natomiast osoby które, tak jak ja, mają już za sobą trylogię Trudi Canavan dostrzegą pewne podobieństwa, chociażby w relacjach między Plage, a Haru. Rozczarowało mnie zakończenie, hm to w sumie nie było zakończenie, tylko śmierć matki Haru, szczerze powiedziawszy liczyłam wtedy na coś więcej, ponieważ Haru wyrzekł się rodziny itd. Aczkolwiek takie rozwiązanie sytuacji też nie było złe, po prostu zabrakła mi tak większej ilości krwi i nienawiści.


Reasumując:

Polecam książkę, każdemu, kto chce przeżyć niesamowitą przygodę z Haru Saruku oraz Plage, doświadczycie niesamowitych przeżyć, chwil smutku, euforii, rozbawienia. Jeżeli jednak, drogi czytelniku, czytałeś trylogię pani Canavan, nadal polecam Ci tę książkę! Nie pożałujesz, a zyskasz porównanie, oraz niesamowite przeżycia.

Odrodzenie dostaje:
8/10



Szablon
Aris Carmen Light
Szabloniarnia w Łatki
Źródła
1 2 3 oraz podziękowania dla Silent One za pomoc